Po wielu wyciekach na temat nowego smartfona z serii Nexus przyszedł czas na wyciek najważniejszy – screeny pochodzące bezpośrednio z Google Play. Z powodu czyjegoś niedopatrzenia (albo specjalnie, by budować hype) w Google Play Store w Stanach Zjednoczonych przez chwilę widać było zupełnie nowy zestaw urządzeń z serii Nexus. Prócz nowego Neksusa 7 oraz wciąż zeszłorocznego Neksusa 10 pojawił się Nexus 5. Cena zaczyna się od 349 dolarów, i jest to najpewniej cena urządzenia w wersji 16GB, co można było podejrzeć w linku URL. To może oznaczać, że model 32GB kosztować będzie o 50 dolarów więcej. Podpis pod zdjęciem może sugerować nowości w aplikacji aparatu, szybki rzut oka na ekran nowego Neksusa także wyraźnie wskazuje, że aplikacja może być zmieniona – bo jej ikona jest [&hellip

Przeczytaj całość...

Najpierw szumu narobiło samo Google, które na filmie prezentującym stawianie statuy Androida 4.4 KitKat sprytnie pokazało po raz pierwszy nowego smartfona z serii Nexus. A potem to już poszło z górki, wycieki dochodziły do nas zarówno z Federalnej Komisji Łączności (FCC) jak i “przypadkowo zgubionych” w barze prototypów, nawet instrukcja serwisowa nowego Neksusa znalazła się w sieci. I choć premiera urządzenia jest coraz bliżej, wciąż mamy do czynienia z wyciekami. Tym razem dzięki portalowi o smartfonach z ojczyzny Napoleona, który wrzucił na YouTube siedmiominutowy film pokazujący Neksusa 5 pracującego na nowej wersji systemu Android obsługiwanej w tym wypadku rzecz jasna w języku francuskim. Cóż takiego widać na filmie? Przede wszystkim samą bryłę telefonu. Przyznam się szczerze, że miałem poważne obawy co do wyglądu nowego Neksusa. [&hellip

Przeczytaj całość...

Wiecie, jak to jest. Najpierw ktoś przygotowuje coś nowego, przerabiając coś znanego. Tak, jak Apple i ich najnowsza ciekawostka nazwana Touch ID. No i wtedy zaczyna się hejt. Począwszy od wypominania starszych urządzeń, które takie skanery miały, przez radosne przypominienie faktu, że i dziś nie brakuje sprzętu, który w taką technologię jest wyposażony, a której nikt nie wykorzystuje. Złośliwie mógłbym dodać, że nawet te słowa piszę z komputera marki HP, w którym czytnik linii papilarnych jest, ale użyty nie był ani razu. Wreszcie do głosu dochodzą najgorliwsi, i opisują jak to od teraz linie papilarne każdego użytkownika Apple znajdą się w rządowych bazach danych. Pal sześć, jeśli rządowych, ale przecież nie wiadomo komu Apple te dane jeszcze sprzeda… I po pierwszym tygodniu czy dwóch sprawa [&hellip

Przeczytaj całość...