Sunday, October 25th 2020

sie
2011
29

Samsung Galaxy Tab – recenzja

Samsung GT-P1000 Galaxy Tab trafił w nasze ręce z poważnym poślizgiem. Zastanawiacie się zapewne po co skupiamy się na produkcie, który lada chwila zostanie wyparty z rynku przez swoich następców? A my odpowiemy: nowa wersja systemu. Debiutując na rynku SGT mógł poszczycić się najświeższym wówczas wydaniem Androida 2.2.1 Froyo. Koreański producent znany jest z tego, że nie rozpieszcza swoich klientów aktualizacjami oprogramowania. Właściciele pierwszego tabletu z fabryk w Suwon doczekali się jednak w ostatnim czasie skoku do 2.3.X Gingerbread. I tu właśnie produkt nabiera nowego wymiaru stając się ciekawą alternatywą dla droższych produktów.

Kiedy w ubiegłym roku Samsung prezentował swój pierwszy tablet wykorzystujący platformę Android, wywoływał mieszane uczucia. Z jednej strony podbudowywał społeczność oddaną Androidowi sugerując, że i na tym obszarze może toczyć się zażarta wojna z iOS. Z drugiej zarzucano mu jednak toporność konstrukcji, i multum błędów systemu. Fakt, dizajn iPada bił koreańską propozycję na głowę. Otwierał jednak nowy rozdział w rozwoju OS’a tworzonego w Mountain View.

Ciężko jednoznacznie ustalić z jakiego powodu Galaxy Tab nie zyskał takiej popularności, jak chociażby jego następca w postaci Galaxy Tab 10.1. Z pewnością wodą na młyn była w tym wypadku akcja marketingowa przeprowadzona przez koreańskiego producenta przy współudziale Google, kiedy to podczas spotkań Google I/O 2011 rozdano przedpremierowo 5000 sztuk tego tabletu wszystkim uczestnikom konferencji. Z drugiej strony to także bolączka produktów prekursorskich. Z podobnym problemem boryka się w końcu Motorola XOOM, torująca drogę dla podążających za nią tabletów z Honeycomb. Winę można także zrzucić na ułomności Froyo, który pierwotnie instalowany był na fabrycznie nowych egzemplarzach. Wraz z aktualizacją systemu, tablet zyskał nowe barwy. Nagminnie pojawiające się błędy systemu, zniknęły bezpowrotnie. Podczas 14-dniowego testu egzemplarz z Androidem 2.3.3 Gingerbread nie natknęliśmy się na żadną niepożądaną reakcję, za wyłączeniem wymuszonego poniekąd zwisu systemu.

Samsung Galaxy Tab to doskonale znane wszystkim miłośnikom urządzeń przenośnych podzespoły wykorzystane do budowy smartfonu Galaxy S. Sercem urządzenia jest zatem jednordzeniowy procesor 1 GHz Samsung Hummingbird, który – wykorzystując układ graficzny PowerVR SGX540 – wyświetla obraz na siedmiocalowym pojemnościowym ekranie TFT-LCD o rozdzielczości nominalnej 1024 x 600. I zatrzymując się w tym miejscu na chwilę orzekamy, że ekran to istna “żarówa”. Do komfortowej pracy w słoneczny dzień spokojnie wystarczy ustawienie jasności na poziomie 40 proc. Wyświetlacz prezentujący obraz w 16 milionach kolorów nie jest wprawdzie osławionym AMOLEDem wykorzystanym w SGS, ale do ostrości i jakości obrazu na prawdę nie można się przyczepić.

Denerwujące jest jednak rozmieszczenie głośników. Te – choć teoretycznie stereo – wylądowały na dolnym brzegu urządzenia. Warto dodać, że orientacja SGT jest pionowa, a co za tym idzie krótsze brzegi ekranu stanowią jego górę i dół. Dlatego też w momencie obrotu poziomego zakrywamy dłonią przynajmniej jeden z głośników, tłumiąc jednocześnie wydobywający się z nich dźwięk. Na temat jego jakości nie można się rozwodzić, ale nie ma też ku temu powodu. Głębokiego basu w tym przypadku na pewno się nie doszukamy. Tony wysokie i część średnich łechcą jednak ucho w przyzwoity sposób.

Podstawową funkcją tabletu jest komfort lektury e-booków i stron internetowych na nim wyświetlanych. W przypadku SGT stwierdziliśmy pełen komfort dla oczu, choć po dłuższym trzymaniu urządzenia w ręce jego waga odczuwana jest przez nadgarstki. Według danych producenta jest to 380 g co nie odbiega od wagi chociażby książkowego wydania “Gry o tron”. Swoją drogą dłuższe obcowanie z tabletem przekonało mnie (Miły) do cyfrowych edycji książek. Testowany przez nas tablet wyposażony był w modem 3G, co pozwoliło na jego testy “w terenie”. I tu pojawiła się jego kolejna zaleta. Mobilność oferowana przez urządzenie sprawiła, że pozostawanie na bieżąco z napływającymi informacjami było zdecydowanie łatwiejsze. I nie dotyczy to tylko pracy bloggera, ale przekłada się na wygodę wszystkich, których praca opiera się na przetwarzaniu informacji. Zdajemy sobie sprawę, ze smartfon spełnia tę funkcję doskonale, ale gdy przychodzi do czytania dłuższego niż dwie strony A4 tekstu, dobrze jest pomyśleć o swoim wzroku. 7 cali w zupełności wystarcza, by czytany tekst przybrał naturalny rozmiar. Funkcje profesjonalne poszerzyć można za pomocą stacji dokującej w postaci klawiatury QWERTY, co ułatwi pracę chociażby z preinstalowanym w nim pakietem narzędzi biurowych.

Slate Samsunga sprawdza się również jako urządzenie multimedialne. Wideo, muzyka czy gry – wszystkie chwyty dozwolone. Obsługiwane kodeki wideo, w tym te najpopularniejsze: DivX, XviD, MPEG4, H.263, H.264, zagwarantują skuteczne zabijanie czasu podczas nudnej podróży. System Gingerbread pozwoli na odtwarzanie najważniejszych formatów muzycznych, w tym również bezstratnego FLAC. Płynna praca firmowego interfejsu TouchWiz UI nie stawia jednak ograniczeń. Pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa i krótki test z różnymi launcherami, w tym AWN, Go Launcher EX i LauncherPro. Wszystkie spełniały swoje funkcje bez większych zastrzeżeń. Sporadycznie mogliśmy znaleźć w nich takie miejsca, które nie do końca funkcjonowały na 7-calowym ekranie.

Wracając do gier. Ciężko nam stwierdzić, czy wycisnęliśmy w urządzenia siódme poty. Need For Speed Pro Street działał nad wyraz płynnie. Czkawką odbijały się jednak Gun Bros i Eternity Warriors. Największe problemy SGT miał jednak nie przy samej rozgrywce we wspomnianych dwóch tytułach, a przy menu. Wnioskujemy więc, że optymalizacja tych gier może nie być najlepsza. Nie wymagające gigaherców popularne tytuły funkcjonowały bez przeszkód. Swoją drogą zabawnie jest przecinać liny w Cut the Rope na tak dużym ekranie.

Według nieoficjalnych danych do kwietnia 2011 roku sprzedanych zostało 6 milionów egzemplarzy. Dla porównania, w podobnym samym nakładzie rozszedł się Galaxy S II w przedziale od kwietnia do sierpnia 2011. Wprowadzenie na rynek nowej propozycji w czerwcu 2011 roku sprawiło, że GT-P1000 zaczął być spychany na margines rynku. Niestety kolejne obniżki cen w dalszym ciągu wydają się być mocno chybione. 7 calowy tablet w wersji WiFi i wersją systemu przeznaczonego dla telefonów za 1400 PLN to stanowczo za dużo. I choć badania rynku wydają się sugerować, że popyt na tego typu urządzenia jest mały, to jednak co innego zdołał udowodnić HP obniżając ceny swojego Touchpada do 99 EUR (~400 PLN), udowadniając prawdziwe zapotrzebowanie na slate’y.

Galaxy Tab to świetne narzędzie. Stwierdzamy to bez dwóch zdań. Jego największą wadą jest jednak zbyt wygórowana cena. Można przyczepić się gabarytów, wagi i toporności konstrukcji. Te niedogodności rekompensuje jednak zaktualizowany system i zastosowane podzespoły. Procesor Hummingbird także w tym przypadku udowadnia, że jest jednym z najlepszych układów SoC na rynku. Technologicznie pozostaje jednak w epoce 2010 roku, a co za tym idzie przestaje być produktem atrakcyjnym. Nie jest w stanie zabłysnąć pozostając w świetle dwóch rdzeni, Honeycomb i 10 calowych ekranów. Spełnia jednak w pełni swoje funkcje, wykraczając daleko poza pakiet tych podstawowych.



Podobne Posty

https://caseworld.pl/