Tuesday, November 19th 2019

gru
2012
5

HTC Desire X – recenzja

W roku 2012 HTC zaprezentowało nam serię smartfonów nazwaną One. Składała się z trzech modeli: One X, One S i One V. Dwa pierwsze to urządzenia z wysokiej półki, z kolei model One V to smartfon raczej budżetowy, mimo zastosowania ekranu Super LCD 2 i bardzo dobrego aparatu fotograficznego mocno od pozostałych odstawał specyfikacją, wciąż korzystając z jednordzeniowego procesora i zaledwie 512 MB pamięci operacyjnej RAM. Zdecydowanie brakowało tu jeszcze jednego urządzenia, modelu przejściowego, plasującego się w klasie mid-end. I takim okazuje się być właśnie kolejny smartfon tajwańskiego producenta, pochodzący ze znanej, lubianej rodziny Desire, z dopiskiem: X.

HTC Desire X to model garściami czerpiący z tego, co najlepsze w swoich poprzednikach: Desire i Desire S. Charakterystyczny kształt, idealne spasowanie obudowy, ekran o przekątnej czterech cali… a do tego Android w wersji 4.0 Ice Cream Sandwich, nakładka HTC Sense 4.1, dwurdzeniowy procesor o częstotliwości taktowania 1Ghz i 768 MB pamięci RAM. Gdybym był bardziej naiwny, założyłbym z góry, że czeka mnie aktualizacja do 4.1 Jelly Bean – wszak HTC twierdzi, że “żelka” nie dostaną tylko te modele, które RAMu mają 512 MB…

Wygląd
Nie będę ukrywał, że mimo wielu gorzkich słów wypowiedzianych pod adresem HTC (przeważnie z powodu braku aktualizacji) pozostają fanem designu, jakości wykonania oraz interfejsu, jaki oferują nam tajwańczycy od trzech lat – konkretnie od słynnego smartfona HTC Hero. I choć posiadałem, bawiłem się, testowałem sporą ilość produktów tej firmy, HTC Desire X i tak był w stanie mnie (znowu) zaskoczyć jakością swojego wykonania. Idealnie dopasowana tylna klapka, delikatnie zachodząca na spód urządzenia powoduje, że nic nie trzeszczy, nic nie skrzypi, nic się nie rusza. Smartfon jest wspaniale wyważony, i sprawia wrażenie znacznie cieńszego, niż jest w rzeczywistości. Trzymając go w ręce wierzyć się nie chce, że to aż ponad 9 mm grubości… Tylko jedna uwaga: nigdzie nie znalazłem opisu jak Desire X otworzyć, brakuje także oznaczenia na samej obudowie. Wielki problem to nie jest, jednak co bardziej gorliwym posiadaczom radzę zachować spokój, by przypadkiem nie uszkodzić zabawki jeszcze przed zamontowaniem karty SIM i microSD. Klapkę odciągamy od obudowy u góry urządzenia.

HTC Desire X nie zachowuje chronologii premier kolejnych typów kart SIM. One X kazał nam kartę ciąć do rozmiarów micro, tu z kolei należy zaopatrzyć się w adapter lub kartę SIM klasycznej wielkości. Kartę microSD montujemy także z tyłu, pod klapką, na szczęście baterii wymieniać nie trzeba.

Czterocalowy ekran został wykonany w technologii Super LCD 2, której jestem wielkim fanem i zwolennikiem. Testując One X i One V zachwycałem się jasnością, kontrastem, widocznością w słońcu, kątami widzenia… ale także naturalnymi barwami, nie przesyconymi kolorami, jak konkurencyjna technologia Super AMOLED. Teraz znowu wypada mi rzec krótko: ekran jest wspaniały.

Nieco mniej wspaniała jest jego rozdzielczość, bo to zaledwie WVGA. Na szczęście te 800×480 pikseli przy przekątnej czterech cali spisuje się bardzo dobrze, a urządzenie jako średniej klasy z oczywistych względów nie oferuje nam więcej: koszty, koszty i jeszcze raz koszty. Innym bonusem, którego w Desire X zabrakło z tego samego powodu jest brak przedniego aparatu do prowadzenia wideorozmów.

Pod ekranem znajdują się trzy znane z Androida 4.0 Ice Cream Sandwich dotykowe przyciski: wstecz, główny i ten od uruchomionych aplikacji. HTC od siebie dodaje opcję konfiguracji tego trzeciego klawisza. Można uruchamiać nim aktywne w tle aplikacje, lub po dłuższym przytrzymaniu wywołać menu danej aplikacji, bądź na odwrót: krótko trzymając wejść w menu, a dopiero po dłuższym czasie wejść w aplikacje. Co kto lubi.

Przycisk blokady ekranu znajduje się oczywiście u góry urządzenia. Jednak, co ciekawe, nie z prawej strony, jak dotychczas byliśmy przyzwyczajeni. Jest dokładnie na środku. W codziennym użytkowaniu nie robi to żadnej różnicy. Obok niego mamy wejście na słuchawki 3.5 mm, z prawej strony plastikowy, ale znośnie wykonany przycisk głośności, po lewej natomiast wejście micro USB.

System
Dzięki dobrodziejstwom systemu Android w wersji 4.0 HTC nie przesadziło z ilością dostępnych dla użytkownika pulpitów – jest ich pięć. Wynika to z faktu, że większość widżetów można skalować, dopasowując ich rozmiar do potrzeb użytkownika, nie muszą już zajmować całego ekranu. Podobnie ulubione skróty do aplikacji – można je łatwo gromadzić w folderach. Siedem pulpitów znanych z poprzednich wersji HTC Sense stało się zbędnych.

Dzięki dwurdzeniowemu procesorowi możliwym stało się dodanie animacji 3D przy zmianie aktywnych ekranów. Działa to bardzo szybko i przyjemnie, dodaje także smartfonowi uroku, powodując, że mamy jeszcze większe wrażenie obcowania z urządzeniem ze znacznie wyższej półki, niż jest w rzeczywistości. Szkoda tylko, że nie można ekranami kręcić dookoła, że piąty pulpit nie przechodzi w pierwszy – to jeszcze bardziej uprzyjemniłoby pracę i zabawę.

System jest zdecydowany, szybki, pracuje z rozsądną prędkością. Oczywiście nie jest to jakość HTC One X czy One S, jednak Desire X zdecydowanie odstaje na plus od One V. Różnicę między procesorami i ilością pamięci RAM widać od razu, już od momentu samego uruchomienia. Okazyjne lagi rzecz jasna się trafiają – wszak rozmawiamy o Androidzie – jednak są rzadkością, występują też zazwyczaj w takich miejscach, które lagi usprawiedliwiają: sklep Google Play, przeglądarka Google Chrome i tym podobne, mocniej obciążające system aplikacje.

Oczywiście HTC Desire X w pełni obdarowuje użytkownika wszystkimi przyjemnymi dodatkami, które fani HTC znają od dawna. Zmniejszenie głośności dzwonka po podniesieniu telefonu, automatyczne włączenie wibracji gdy smartfon jest w kieszeni, wyciszenie dzwonka po odwróceniu urządzenia ekranem ku dołowi – wszystko jest obecne. Sam głośnik jest bardzo dobry, dźwięk dzwonka jest wyraźny i z daleka słyszalny. Fanom słuchania jednak polecam słuchawki, zwłaszcza, że Desire X został wyposażony w technologię Beats Audio.

Multimedia
Jeśli chodzi o multimedia, to powiedzmy sobie szczerze, HTC Desire X należy do tych urządzeń, które należy nieco “doposażyć”. Pierwszym krokiem jest zakup odpowiednio dużej karty pamięci, bowiem ilość pamięci wbudowanej na muzykę i filmy jest zdecydowanie za mała. Drugim krokiem jest zakup słuchawek – te dodane przez producenta sprawdzą się świetnie do rozmów, melomani jednak sięgną po coś lepszego.

Urządzenie gra bardzo przyzwoicie. Z pewnością nie dorówna typowo muzycznym smartfonom, lecz nie zaliczyłbym go także do tych muzycznie słabych. Beats Audio także niejednemu użytkownikowi pomoże i zapewni dodatkową radość.

Dzięki ekranowi Super LCD 2 świetnie ogląda się na Desire X filmy. Tu oczywiście znowu wypada pomyśleć o karcie microSD, a także o dodatkowym playerze, bowiem Desire X – jak zresztą każdy smartfon na tej planecie – nie obsługuje absolutnie wszysktkich kodeków. Jednak od czego jest Google Play. Wspaniały ekran plus bardzo dobrze działający czujnik oświetlenia powodują, że filmy na Desire X to czysta przyjemność. Brakuje tylko podstawki, by smartfon mógł sobie stać na stole obok użytkownika, by nie trzeba było go trzymać samodzielnie ;-)

No i gwóźdź programu: aparat fotograficzny. Nie ustępujący w niczym temu z modelu One V, który jak na cenę i klasę urządzenia był doskonały. Także i tutaj robienie zdjęć to czysta przyjemność, a prędkość samego urządzenia powoduje, że jeszcze więcej cudownych momentów będzie można uchwycić. Odrobinę gorzej jest w przypadku wideo – nie nagramy modelem Desire X filmu HD, ale nie można mieć wszystkiego. Warto dodać też o automatycznym oświetleniu obiektów fotografowanych w ciemniejszym otoczeniu. Dioda doświetla obiekt ze zmienną siłą, w zależności od warunków. I to się sprawdza – zapomnijcie o przejaskrawionych, nieudanych zdjęciach, zepsutych przez diodę LED – Desire X jest mądrzejszy i dioda zdecydowanie pomaga, nie przeszkadza, a fotki robione gdy dookoła jest coraz mniej naturalnego światła są imponującej jakości.

Przed podsumowaniem jeszcze dwa słowa o baterii. Ogniwo ma pojemność 1650 mAh, co wydaje się być ilością skromną. W praktyce pozwala na ponad półtorej doby pracy, licząc przy tym cały dzień pełnej synchronizacji danych, nieco rozmów telefonicznych, SMSów i sporo przeglądania internetu. Wynik jest po prostu świetny, optymalizacja urządzenia robi wrażenie.

Kupować?
No właśnie – odpowiedź na to pytanie jest krótka i banalna: jasne, że kupować! A najlepiej z drugiej ręki, bowiem HTC Desire X, ze swoim dwurdzeniowym procesorem, świetnym ekranem, imponującą wydajnością i bardzo dobrą jakością wykonania można zdobyć za sumę mniejszą od 1000 zł, rzecz jest zatem co najmniej warta rozważenia. A kto wie – może i Androida 4.1 Jelly Bean się doczekamy?



Podobne Posty